Bez konserwantów i słodzików,czyli lepiej?

warzywa świeże

Ci z was, którzy regularnie czytają mojego bloga pewnie zaobserwowali, że sporo miejsca na jego łamach poświęcam pisaniu o dobrych, polskich winach owocowych (a tych, o dziwo na naszym rynku nie brakuje). Jestem zdania, że dobrej klasy trunki owocowe z powodzeniem mogły by tworzyć konkurencje dla dziwacznych chemicznych piw o smaku banana, jabłka, mokrej szmaty oraz  „bądź wie czego”, ale także dla win  gronowych, które najczęściej goszczą na naszych stołach, a z winem nie wiele wspólnego w ogóle mają. Tyle, że termin „wino owocowe” jest prawie nierozerwalnie związany z takimi swojsko brzmiącymi napitkami jak „Arizona„, „Patykiem pisane„, czy „Czar teściowej” , słowem z „winami” już nawet nie drugiej, czy trzeciej, a piątej kategorii jakości. Wygląda jednak na to, że wkrótce wiele w tej materii może się zmienić…

Wszystko za sprawą zmiany przepisów dotyczących wyrobu win i napojów winopodobnych.  Resort zdrowia bowiem zabronił dodawania do tychże, jak miało to miejsce do tej pory sztucznych substancji słodzących i konserwantów. Jest to moim zdaniem krok w dobrym kierunku. Jeśli poważnie myślimy o tym, aby rynek win owocowych nie był zdominowany przez napoje adresowane jedynie do bezdomnych i długotrwale bezrobotnych oraz studentów, lubiących popijać takie rarytasy czasem „pod chmurka” musi zaostrzyć przepisy regulujące wytwarzanie win owocowych. Krokiem w dobrym kierunku byłoby wprowadzenie klasyfikacji win, która  choćby w zarysie przypomniała te, znane z krajów winiarskich. Odbyłoby się to także z korzyścią dla winiarzy tradycyjnych, bowiem nie ma szczegółowych kryteriów, które regulowałyby jakość win gronowych w Polsce. Krokiem w dobrym kierunku było już rozróżnienie wina od napojów winopodobnych. Tak samo, z resztą winniśmy potraktować piwo. Nie każda mieszanina ekstraktu chmielowego, wody i jęczmienia jest w istocie piwem. Krokiem w dobrą stronę byłoby wprowadzenie prawnie zastrzeżonej klasy jakościowych win owocowych, a także win z produkcji ekologicznej. Dziś przymiotnik ekologiczny na etykiecie nie tylko wina jest, z reguły PRowskim pustosłowiem. Wina jakościowe musiałby spełniać określone prawem kryteria. Od poziomu alkoholu, po minimalną ilość soku użytego do wyrobu gotowego produktu i maksymalną, dozwoloną ilość cukru. Oczywiście, zero sztucznych dodatków i polepszaczy.  Myślę,że na dzień dzisiejszy jest liczna grupa producentów gotowych sprostać tym wymaganiom już teraz. Gorzej z rynkiem winopodobnych wynalazków, który obecne przepisy dotknęły do żywego. Czy czeka nas bunt producentów? Być może. Ale nie przejmowałbym się nim zbyt mocno. Choć, uważam, że na rynku alkoholi powinno być miejsce tych produktów.  Tyle, że warunkiem sine qua non ich bytności na sklepowej półce winno być wyraźne rozróżnienie już na poziomie nazwy – słowem zero polepszaczy w winach, a koktajle winopodobne niech zawierają co tylko chcą. Skoro legalnie można poprawiać nie tylko drinki ale słodycze, napoje i masę innej żywności to dlaczego producenci Arizony mieliby nagle zostać zdrowotnymi purystami, którzy z alchemiczną precyzją dbają o  jakość napoju za 3 PLN ?

przeczytaj również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

   Beat diabetes   Diabetes diet