Dratewka kontra belzebub – spór o siarkę

Siarkowanie wina, mimo,że w winiarstwie znane od dawna, budzi wciąż duże kontrowersje, a wiele osób boi się go niczym piekielnego ognia. Czy słusznie?
siarka na co dzień
Dwutlenek siarki ma nie tylko w winiarstwie co najmniej kilka zostawań. Jest środkiem oskarżającym, stabilizującym, konserwującym, jest przeciwutleniaczem i może zatrzymywać fermentacje.
Powszechnie stosuje się go nie tylko do tzw. win prostych, ale także, na szeroką skale w przemysłowych winach gronowych, także tych najbardziej znanych. Jeśli spojrzymy dziś na etykietę win produkowanych w europie coraz częściej zobaczymy na niej zdanie “zawiera siarczyny”.
Oznacza to tyle, że wino było siarkowane.Temu samemu procesowi są też poddawane np. dżemy. W przemyśle szeroko znany pod tajemniczym skrótem E220.
lęki szewczyka dratewki
Czy zatem siarki należy się bać?
bać napewno nie. Choć w dużych dawkach S02 jest toksyczne, to w ilościach jakie spożywamy je w winie innych produktach mało prawdopodobne jest aby coś nam się stało.
Innymi słowy – etanol w pewnych dawkach też jest toksyczny.
Owszem, uważać powinni Ci, którzy z siarką pracują.
Zbyt długie wdychanie oparów So2 może powodować poważne problemy z oddychaniem, a nawet doprowadzić do uduszenia.
Jednak w przypadku zwykłego konsumenta ryzyko utraty zdrowia jest niemal zerowe.
Dlaczego zatem zwyczajny konserwant napawa nas takim przerażeniem? Przez lata fukcjonowały mity, związane głównie z tanim winem, o tym, jak to siarka może nam wyrządzić bóg wie co a także doprowadzić do niechybnej śmierci.
Problem polega na tym,że to nie siarka, a spożywanie taniego wina w astronomicznych ilościach było tutaj główną przyczyną problemu.
Winiarze, także ci najlepsi zabezpieczają, właśnie w ten sposób swoje wyroby przed zepsuciem. I nie ma się czemu dziwić – nikt przecież nie chciałby, aby wino, w które włożył całe serce wylądowało w zlewie. Nie ważne, czy mówimy o 5 litrach czy 500 hektolitrach.
Wszystko z umiarem
Z cała pewnością nie należy się siarkowania bać.
Przekonał się o tym każdy, które przez ostatnie gorące miesiące miał okazje coś fermentować, albo ktoś kto wylał wino nienadające się do picia.
Z własnego doświadczenia wiem, że siarkowanie nie raz może uchronić cały nastaw przed zepsuciem i oszczędzić nam wiele trudu i pieniędzy.
Jest to przydatne głównie późną wiosną i w lecie, kiedy szanse na zepsucie wina rosną proporcjonalnie do temperatury powietrza.
Oczywiście przesadzać także nie należy.
Zbyt mocne siarkowanie sprawia,że wino nie nadaje się do picia, śmierdzi zgniłymi jajami i absolutnie odpycha.
Są sytuacje w których użycie siarki nie jest moim zdaniem konieczne. Jeśli fermentacje rozpoczynamy
zimą,przebiega prawidłowo a w baniaku nie zostawiliśmy zbyt wiele pustego miejsca jest dość prawdopodobnym,że uda nam się obejść bez siarki
Jak siarkować?
Przede wszystkim z głową. Ponad to, na każdym opakowaniu pirosiarczynu dołączona jest dość skrupulatna instrukcja postępowania z produktem.
Odradzałbym używanie knotów siarkowych. Dawno wyszły już one z powszechnego użycia ze względu na swoją nie praktyczność i fakt,że odmierzenie odpowiednich proporcji wymaga dużej wprawy.
W przypadku stężonych produktów należy zachować dodatkową ostrożność. Nie wdychać oparów, unikać kontaktu ze skórą i śluzówkami.
Jeśli chcemy mieć pewność,że produkt dobrze dotrze do całości nastawu można rozprowadzić niewielką ilość stężonego pirosiarczynu w wodzie.
Siarką możemy także odkazić sprzęt do fermetacji – wystraczy wypłukać rozstworem piro nasz sprzęt następnie porządnie wysuszyć. Jeśli planujemy,że moszcz spędzi trochę czasu przed fermentacją w baniaku także dobrze będzie go potraktować siarką.
Ważne tylko, aby odmierzyć zawsze właściwie proporcje.

