Wino tradycją uświęcone

Napój ten znany jest nam chyba najbardziej z rozpowszechnionych w Polsce mitów wymienianych na spotkaniach towarzyskich.
Słyszy się o nim wiele, niestety coraz mniej prawdy…
Ryż, woda i …
Sake, bo o niej mowa, to napój powstały w wyniku fermentacji alkoholowej ryżu. Często, błędnie określana mianem wódki, jest tak naprawdę czymś pomiędzy winem a piwem. Posiada, bowiem zawartość alkoholu typową dla win, jednak sam sposób produkcji przypomina bardziej ten znany z browarów niż winnic.
Do wyprodukowania sake, przynajmniej w teorii oprócz ryżu, wody i drożdży potrzeba jeszcze jednego, raczej nie docenianego składnika jakim jest Aspergillus Oryzae - grzyb z rodziny kropidlaków, niezbędny do rozłożenia skrobi z ryżu.
Ryżu nie byle jakiego, potrzebny jest tylko najprzedniejszy gatunek o nazwie Shinpaku-mai, który przez polerowanie traci nawet 60 proc swojej zewnętrznej warstwy. Dopiero tak spreparowany ryż gotowy jest do fermentacji. I to właściwie tyle stanowić winno o orientalnym smaku tego azjatyckiego trunku.
W praktyce sprawa jest, jednak nieco bardziej skomplikowana, bowiem Sake dzieli się na kilkanaście rodzajów w zależności od rodzaju użytego ryżu, czasu w którym należy ją spożyć (podobnie jak w wypadku piwa istnieje wersja nie filtrowana sake z osadem ryżowym, przeznaczona jednak do szybkiej konsumpcji), zawartość cukru (wytrawne karakuchi i słodkie amakuchi ) czy po prostu jakości.
Smak orientu?
Jakość w sposób zasadniczy wpływa nie tylko na naszą percepcje tego trunku, ale też na sposób jego podawania. Te najwyższej jakości obecnie pija się schłodzone w kieliszkach do białego wina. Choć także częstym i rozpowszechniony sposobem jest picie sake na ciepło, (po uprzednim podgrzaniu w łaźni wodnej) w specjalnych czarkach ceramicznych o nazwie
o-choko. Sposób ten, dla nas, europejczyków, przyzwyczajonych do schładzania niemal wszystkich napojów jest swego rodzaju egzotyką.
Na tym jednak nie koniec „osobliwości”. Oprócz tego, że niemal każdy region Japonii posiada własne naczynia do picia tegoż trunku, to Japończycy opatentowali kilka innych sposobów spożywania sake. Na przykład…z wydrążonej ryby Fugu, czy ususzonego kalmara.
Jednak, to co w sposób najdobitniejszy przesądza o popularności sake to jest niebywale społeczny charakter.
Towarzyszy Japończykom przy wszelkich państwowych i prywatnych uroczystościach, stanowiąc nieodłączny element tradycji i folkloru kraju kwitnącej wiśni. Wzajemne nalewanie sobie sake przez ucztujących gości stanowi wyraz nie tylko wyświadczania sobie grzeczności, ale przede wszystkim dobrego tonu i kultury.
Azjatyckie (ryżowe) tygrysy
Kraj kwitnącej wiśni to nie jedyne miejsce w którym spróbować możemy ryżowego„wina”.
Chociaż najbardziej znanym napitkiem z tego zboża jest japońska sake,to podobne trunki spotkać możemy niemal na obszarze całej Azji.
Swoje własne ryżowe „ambrozje” produkują mieszkańcy Chin, Korei, Wietnamu, Tajwanu, Tajlandii, Tybetu, Nepalu, Bali, Borneo a nawet Indii.
Od sake odróżnia je moc, sposób przyrządzenia, kolor, a często, także rodzaj użytego ryżu. Nie jednokrotnie ryżowe „wina” destyluje się dla uzyskania trunków większej mocy (stąd pewnie mylne określanie np. sake mianem wódki), ale często spotkać je można w formie kilku procentowych, mętnych napitków przy szklaneczce, których można spędzić leniwie mnóstwo czasu.
To co łączy ryżową kulturę ( jeśli można mówić o takim zjawisku) we wszystkich tych krajach to umiejętność celebrowania wytworów własnej tradycji z należytym szacunkiem. Jaskrawo widać to na przykładzie właśnie Japonii, gdzie spożywanie sake ma nawet rytualny charakter. To zamiłowanie do narodowego trunku przypomina nieco stosunek np. Włochów, czy Hiszpanów do wina i opisując je zastanawiam się tylko czy kiedyś Polacy doczekają się swojego narodowego trunku?
Łatwo zobaczyć, bowiem celebrujących winobranie francuzów, ale święto ku czci starej „dobrej” żytnej to raczej oczywiste kuriozum, a nie tradycja. A szkoda, bo jest w wachlarzu napitków polskich jest kilka perełek, które mogłyby śmiało pretendować do tytułu narodowych, jak choćby zapomniany już niestety jabłecznik, czy podbeskidzka Śliwowica.

