Korzystając z letniego urodzaju owocowego, zupełnie przypadkiem, udało mi się, do spółki z kuzynem (pozdrawiam!) wytworzyć kilka ciekawych acz nieskomplikowanych nalewek. Metoda była prosta, a przepis wymagał jedynie alkoholu, owoców i słoika.
Nie wdając się zbytnio w szczegóły, podczas wizyty u wyżej wymienionego zostałem obdarowany pewną ilością renklodów. Już nie najświeższych,ale wciąż bardzo smacznych.
Ponieważ było ich zdecydowanie za mało na wino, postanowiliśmy zrobić nalewkę. Dalej sprawy potoczyły się bardzo szybko. W efekcie powstało 2,5 litra owocowych nalewów, których wspólnym mianownikiem była prostota wykonania. Opiszę dwa najciekawsze z nich.
Numer jeden to,właśnie owa rzeczona śliwka. Kolor żółtobrunatny, zapach intensywny, lekko przejrzałych śliwek (bardzo skądinąd przyjemny) W smaku również dominują śliwki, lekko kwaskowe, stosunkowo słodkie.Numer dwa to nalewka porzeczkowa w kolorze niemal czarnym wpadającym w rubinową czerwień. Bardzo intensywny smak i zapach czarnych porzeczek i nadspodziewanie dobra klarowność jeszcze przed przefiltrowaniem to jej oczywiste atuty.
Niestety zdjęciem już nie dysponuje, bo po prostu została wypita.
Co łączy obie? – są wyrobami dla osób, które nie mają cierpliwości do alchemicznej precyzji łączenia składników, albo dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z nalewkami.
Zobacz też: nalewka śliwkowa
Uniwersalny niemal przepis na nalewkę owocową tego rodzaju brzmi :
Weź pół litra spirytusu, bądź innego alkoholu zalej nim do pełna owoce włożone do litrowego słoja.
Zakręć słój i pozostał na dwa do trzech tygodni.
Po tym czasie odcedź owoce , przelej nalewkę do butelek, w razie potrzeby przefiltruj.
Warunek : owoce muszą być dojrzałe i mocno słodkie.




